sobota, 21 stycznia 2012

Przepis na dobrą zabawę dla chłopców

"Przepis na dobrą zabawę dla chłopców jest bardzo prosty: do każdej aktywności dodaj element ryzyka, dołóż niewielkie odkrycie, połącz z odrobiną zniszczenia i możesz nazwać się zwycięzcą. Najlepszy przykład to przepis, jaki mają na jazdę na nartach. Jak najprędzej dostać się na szczyt najdłużej trasy. Skierować deski prosto w dół zbocza i zjeżdżać, im szybciej, tym lepiej. To nie kończy się z wiekiem, tylko poprzeczka wędruje wyżej".

John Eldredge, Dzikie serce

8 komentarze:

? pisze...

"na szczy"

miks postaw pisze...

"kwi drga"

wszystko marność pisze...

A mi się to kojarzy z seksem pozamałżeńskim.
Jest ryzyko (utraty więzi z żoną), jest odkrycie (intymnego stosunku z obcą kobietą), jest zniszczenie (wierności tamtej kobiety).
Dochodzę do wniosku, że testosteron nie służy mężczyźnie będącego chrześcijaninem.

jakub007 pisze...

@marność

będącemu - służy, służy:

"Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną"

Rebed pisze...

@jakub007

Ziemię już zaludniliśmy, uczynili sobie poddaną, wyeksploatowali ponad miarę, pora na Marsa...

Co Jahweh rzecze o eksploracji innych planet?

wszystko marność pisze...

@jakub

Racja. Niewłaściwa składnia. Powinno być będącemu. Mój błąd.
Bynajmniej ziemia jest już zaludniona. W każdym zakątku żyją ludzie, więc nie sądzę, aby nakaz zapełniania ziemi miał dotyczyć współczesnego człowieka, a dodatkowo wielu ludzi zrodzonych jest ze związków pozamałżeńskich.

jakub007 pisze...

@marność, @rebed

Tak samo jak wy myśli tzw. cywilizacja zachodnia - antykoncepcja, aborcja, (do tego promocja homoseksualizmu) i mamy ujemny przyrost naturalny. No i za 50 lat ta cywilizacja wyginie, a będzie dominowała cywilizacja islamu.

wszystko marność pisze...

Nie myślę w kategoriach skrajności, tzn. albo aborcja, albo wielodzietne rodziny.
Nie martwię się również o przyrost naturalny, bo on z chwilowymi tendencjami spadkowymi będzie i tak dodatni. Nawet gdyby ten przyrost był niewielki.
Co do muzułmanów, czy nawet hinduistów, to oni prędzej czy później się zasymilują z czasem porzucając swój fanatyzm religijny. Podejrzewam, że nastąpi to szybciej niż za pięćdziesiąt lat, a chrześcijanie powinni się tylko cieszyć z racji możliwości pozyskania wielu potencjalnych współwyznawców.