11 rozdział Listu do Hebrajczyków moglibyśmy nazwać listą Świętych Starego Testamentu. Oczywiście nie wyczerpuje ona wszystkich bohaterów wiary, ale pokazuje nam przykłady, które powinniśmy pamiętać i które powinniśmy naśladować. Nieprawdzie jest więc stwierdzenie, że tylko świat ma swoich idoli. Chrześcijanin również powinien ich mieć. Pytanie: kto nim jest (oczywiście prócz Chrystusa)? Czy twoimi idolami są ludzie godni naśladowania? To nie tylko powinni być idole współczesnych czasów, ale również bohaterowie z historii szczególnie bohaterowie Pisma.
Gdybym cię zapytał: jakie biblijne postacie najbardziej ci imponują co byś powiedział? Kogo byś wskazał? Powinniśmy mieć biblijnych idoli! Bóg maluje nam ich czyny byśmy brali z nich przykład. Czy znasz historie biblijne by móc powiedzieć: ten człowiek, jego wiara, jego czyny są dla mnie ogromną inspiracją i przykładem! Dlaczego akurat ten człowiek?
Jedną ze współczesnych złych tendencji jest to iż sądzimy, że historie biblijne są do opowiadania dla dzieci, zaś doktryny są do nauczania dorosłych. Prawda jest jednak taka, że cała Biblia jest dla wszystkich chrześcijan. Dorośli powinni się uczyć historii, a dzieci doktryn. Niestety dzieci rzadko kiedy uczy się doktryn.
Niestety często dorośli chrześcijanie nie znają biblijnych historii i kiedy dochodzimy do list bohaterów wiary z Hbr 11 niekiedy pytamy: o kim on mówi? Co tam się stało? Tymczasem Pismo naucza, że centrum naszej wiary są... historie. Ewangelia o Wojowniku niszczącym łeb Smoka jest najwspanialszą z nich.
Żyjąc wiarą w REALNYM świecie
Blog pastora Pawła Bartosika
sobota, 18 lutego 2012
Złączenie z Bogiem w chlebie i winie
Niektórzy oskarżyliby C.S. Lewisa o "sakramentalizm". Ja zaś "połykam" z rozkoszą takie stwierdzenia: "Modlitwa, w której wyrażamy prośbę, jest tylko drobną cząstką tego kontaktu; spowiedź i skrucha jest progiem, adoracja - sanktuarium, a wino i chleb pełną szczęścia wizją łączenia się z Bogiem" (C.S. Lewis, Ziarna paproci i słonie)
piątek, 17 lutego 2012
Buddyzm - okultyzm w wydaniu wschodnim
- wiara w świat niewidzialny, w szczególności w demony
- praktyki o charakterze religijnym (inicjacje, mantry, modlitwy, rytuały)
- wyrasta z hinduizmu (C.S. Lewis powiedział, że buddyzm jest rodzajem sekty hinduistycznej)
Jednym z celów buddyzmu jest obłaskawianie demonów. Oto cytat modlitwy buddyjskiej do Lucyfera by bronił buddyzm przed jego wrogami:
"Ty, który otworzyłeś usta i pokazałeś kły. Ty, który masz troje oczu na strasznej twarzy. Ty, który założyłeś na siebie wieniec z czaszek. Ty obdarzony twarzą na którą nie da się patrzeć. Ciebie uwielbiam".
W ten sposób modli się np. Dalaj Lama oraz inni tybetańscy buddyści. Pokojowy, neutralny, miły, filozoficzny system? Wkrótce zamieszczę obszerny artykuł na ten temat.
czwartek, 16 lutego 2012
Nie wyparła się Chrystusa. Zapłaciła życiem
– Nie zdejmę krzyża i nie wyrzeknę się wiary. Nie ma takiej ceny.
Młoda, piękna dziewczyna. Miała wybór: zmiana wyznania i dalsze życie albo trwanie przy swojej wierze i pewna śmierć. Wybrała Chrystusa.
14 marca zeszłego roku zmarła w Moskwie 23-letnia Alina Milan, studentka piątego roku wydziału prawa stołecznego uniwersytetu. Kilka miesięcy temu lekarze zdiagnozowali u niej ciężką chorobę wątroby. Jedynym ratunkiem, by ocalić jej życie, okazał się przeszczep tego organu. W Rosji jednak nie wykonuje się transplantacji wątroby. Pod koniec zeszłego roku Alina wraz z matką udały się więc do Tel Awiwu, gdzie tego typu operacje są wykonywane. Przeszła wstępne badania w tamtejszej klinice, które potwierdziły, że tylko szybka operacja jest w stanie uratować jej życie.
Matka i córka wróciły do Moskwy, gdzie stanęły przed poważnym wyborem. Transplantacja jest bardzo kosztownym zabiegiem, a rodzina Milanów nie miała środków na jej sfinansowanie. Pojawiła się jednak możliwość bezpłatnego wykonania operacji. Warunkiem było otrzymanie izraelskiego obywatelstwa, z czym wiąże się bezpłatny dostęp do państwowej opieki medycznej. Było to o tyle proste, że Alina miała w rodzinie żydowskich przodków. Pojawiło się jednak pewne „ale”...
Żeby otrzymać izraelskie obywatelstwo, należy wypełnić odpowiednią ankietę. W jednej z rubryk należy wpisać deklarowane wyznanie. Według prawa obowiązującego w Izraelu obywatelem tego kraju może zostać tylko ten, kto zadeklaruje się jako wyznawca judaizmu lub jako ateista. Wpisanie do rubryki słowa „chrześcijanin” automatycznie zamyka drogę do izraelskiego obywatelstwa. Alina odmówiła wypełnienia ankiety. „Nie ma takiej ceny, za którą mogłabym wyrzec się Chrystusa”, powiedziała dziewczyna, dla której ceną do zapłacenia była utrata własnego życia.
Zachowała się relacja kierownika duchowego Aliny Milan, o. Aleksandra Naruszewa, który był świadkiem podjęcia przez nią decyzji. Oto jego opis:
Żeby otrzymać szybką pomoc lekarską i szansę na dalsze życie, musiała napisać tylko jedno słowo: „ateistka” lub „judaistka”... Z tym pytaniem zwróciła się do mnie przez telefon. Co robić? Lekarze mówili, że czasu ma bardzo mało: dwa, trzy tygodnie...
Wybór był prosty – albo skłamać, wyrzec się swojej wiary i otrzymać nadzieję na przeżycie, albo całkowicie zaufać Bogu.
Z mieszanymi uczuciami jechałem do niej do szpitala. Obok mnie siedziała jej matka ze zmęczoną i przygnębioną twarzą. W sali reanimacyjnej czekał na mnie człowiek, oczekujący na odpowiedź – prawdopodobnie odpowiedź na najważniejsze pytanie w jej życiu.
Nie jestem po to, by decydować o czyimkolwiek losie i nie wiedziałem, co powiedzieć... choć prawdę mówiąc wiedziałem, ale...
Jeszcze przed wejściem do chorej matka dziewczyny powiedziała mi, że wspólnie z córką podjęły już decyzję... Przerwałem jej i zmieniłem szybko temat, gdyż bałem się usłyszeć to, co byłoby najstraszniejsze dla mnie, jako kapłana i chrześcijanina.
Gdy wszedłem do sali, zobaczyłem wychudzoną, żółtą, ledwie podobną do 22-letniej dziewczyny, istotę. Patrzyła na mnie jednak jasnym wzrokiem, a w jej oczach widziałem jakąś zadziwiającą pewność i twardość.
„My już postanowiłyśmy wszystko z mamą – powiedziała bez zbędnych wstępów Alina. – Nie zdejmę krzyża i nie wyrzeknę się wiary. Nie ma takiej ceny.”
Alina Milan
Gdy o. Naruszew żegnał się z kobietami, zapytał, co będą teraz robić. Powiedziały, że poszukają sponsorów, którzy być może zgodzą się sfinansować operację. „Ale nie macie już przecież czasu”, wtrącił kapłan. „Przed nami wieczność”, odpowiedziała dziewczyna.
Przyjaciele Aliny z moskiewskiego uniwersytetu postanowili zebrać potrzebną sumę, zorganizowali zbiórkę, dawali ogłoszenia, ale nie udało im się. Alina zmarła 14 marca.
Przed śmiercią zdążyła jeszcze napisać w internecie list do przyjaciół: Nie wykazałam żadnego bohaterstwa. Nie dokonałam teraz żadnego wyboru, bo swojego wyboru dokonałam już dawno – jestem prawosławną chrześcijanką.
Dalej pisała: Mam przed sobą dokument z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Izraela. Jest tu taki passus: „przyjmuję obywatelstwo/prawo/religię danego kraju”, wystarczy tylko podpisać. Powiedzcie sami, czy mam wybór? Najważniejsze nie to, co na papierze, ale to, co w duszy... a tam zaufanie Bogu silniejsze jest od wszelkich papierów, praw, krajów, strasznych diagnoz i czasów! I nawet w najcięższych chwilach nie opuszcza mnie poczucie, że Bóg trzyma mnie za rękę... Jedyny wybór, którego dokonałam już dawno i nie jest on związany z żadnym obywatelstwem, to wiara w Boga. I bez względu na wszystko, będę mu dziękować za to, co mnie spotka.
Na końcu Alina podziękowała wszystkim, którzy pamiętali o niej i troszczyli się o nią. Podkreśliła, że nie jest żadną bohaterką. Prawdziwe bohaterstwo to zostawić na boku wszystkie swoje sprawy i zająć się bliźnim, brzmiały jej ostatnie słowa skierowane do przyjaciół.
Taras Suchorebryk
Kapłan przychodzi w Niedzielę z ofiarą
Uczestnictwo w nabożeństwie to nie tylko możliwość. To nasz obowiązek. Doktryna o powszechnym kapłaństwie oznacza nie tylko to, że każdy z nas ma bezpośredni dostęp do Boga poprzez Chrystusa, bez udziału ludzkich pośredników. Oznacza również, że kapłan nie zostaje w domu gdy jest nabożeństwo. Kapłan podczas nabożeństwa przynosi ofiarę z siebie samego: twoją ofiarą jesteś ty, twoje ciało, to co robisz na nabożeństwie (Rzymian 12:1, Dz. Ap. 10:4, Hbr 13:15).
Czy twoja ofiara dociera do Boga. Czy przynosisz Jemu to co najlepsze: swój najlepszy śpiew, swoje najlepsze zaangażowanie w liturgię, modlitwę, nie zgniłe, nie przeterminowane owoce swoich rąk czy też przynosisz Bogu pozostałości by nie powiedzieć dosadniej – „ochłapy”, resztki - tak jakby kapłani w Izraelu wzięli jakieś zwierzę, odcięli kawałek nerki i rzucili na ołtarz ze słowami: eee powinno wystarczyć. Nie tak powinna wyglądać nasza „ofiara”. To w ogóle nie jest żadna ofiara.
Przychodząc na nabożeństwo nie tylko przychodzimy by słuchać, by coś brać. To oczywiście pierwszy cel: chcemy być posileni, umocnieni, nakarmieni, korygowani. Jednak kiedy Bóg nas posila, błogosławi, umacnia – nie możemy pozostać bierni. Dlatego nabożeństwo ma charakter dialogu. Bóg mówi, my odpowiadamy. Jeśli twoją odpowiedzią na Boże Słowo, sakramenty, zapewnienie o przebaczeniu jest zblazowanie to śpisz w swojej wierze. Obudź się!
Musimy porzucić to platońskie, buddyjskie wyznawanie w sercu. Chrześcijaństwo podkreśla jedność, spójność tego co wewnętrzne i zewnętrzne, tego co widzialne i niewidzialne. To jak wygląda twoje zaangażowanie w kościele mówi wiele o twoim sercu. Jeśli doświadczyłeś Chrystusa w swoim życiu, jeśli Go kochasz – to z całym kościołem głośno to wyznawaj.
Nasze zachowanie powinno być adekwatne do sytuacji. Niektórzy na nabożeństwie zachowują się tak jakby nikogo pośród nich nie było, jakby nabożeństwo było pogadanką O Bogu, a nie spotkaniem Z Bogiem. Tymczasem spotykamy się z Królem Wszechświata – Trójcą Św. – Ojcem, Synem i Duchem Św. Oddajmy Jemu należną cześć. Nie wstydźmy się głośno wyznawać imienia Pańskiego w niedzielny poranek wobec Boga, aniołów i całego kościoła.
Czy twoja ofiara dociera do Boga. Czy przynosisz Jemu to co najlepsze: swój najlepszy śpiew, swoje najlepsze zaangażowanie w liturgię, modlitwę, nie zgniłe, nie przeterminowane owoce swoich rąk czy też przynosisz Bogu pozostałości by nie powiedzieć dosadniej – „ochłapy”, resztki - tak jakby kapłani w Izraelu wzięli jakieś zwierzę, odcięli kawałek nerki i rzucili na ołtarz ze słowami: eee powinno wystarczyć. Nie tak powinna wyglądać nasza „ofiara”. To w ogóle nie jest żadna ofiara.
Przychodząc na nabożeństwo nie tylko przychodzimy by słuchać, by coś brać. To oczywiście pierwszy cel: chcemy być posileni, umocnieni, nakarmieni, korygowani. Jednak kiedy Bóg nas posila, błogosławi, umacnia – nie możemy pozostać bierni. Dlatego nabożeństwo ma charakter dialogu. Bóg mówi, my odpowiadamy. Jeśli twoją odpowiedzią na Boże Słowo, sakramenty, zapewnienie o przebaczeniu jest zblazowanie to śpisz w swojej wierze. Obudź się!
Musimy porzucić to platońskie, buddyjskie wyznawanie w sercu. Chrześcijaństwo podkreśla jedność, spójność tego co wewnętrzne i zewnętrzne, tego co widzialne i niewidzialne. To jak wygląda twoje zaangażowanie w kościele mówi wiele o twoim sercu. Jeśli doświadczyłeś Chrystusa w swoim życiu, jeśli Go kochasz – to z całym kościołem głośno to wyznawaj.
Nasze zachowanie powinno być adekwatne do sytuacji. Niektórzy na nabożeństwie zachowują się tak jakby nikogo pośród nich nie było, jakby nabożeństwo było pogadanką O Bogu, a nie spotkaniem Z Bogiem. Tymczasem spotykamy się z Królem Wszechświata – Trójcą Św. – Ojcem, Synem i Duchem Św. Oddajmy Jemu należną cześć. Nie wstydźmy się głośno wyznawać imienia Pańskiego w niedzielny poranek wobec Boga, aniołów i całego kościoła.
środa, 15 lutego 2012
Związek nabożeństwa z codziennością
Często sądzimy, że nabożeństwo i codzienne życie są to dwie oddzielne dziedziny. Musimy się jednak uczyć widzieć powiązania. To co robimy w Niedzielę rano wyznacza kierunek życia, całego tygodnia. Jeśli chcemy uczyć się jak żyć, jak postępować – musimy się nauczyć liturgii, właściwego nabożeństwa.
- Jeśli nasze podejście do wspólnego posiłku w kościele jest lekceważące – nie będziemy doceniali znaczenia wspólnych posiłków z bliskimi. Tu uczymy się właściwego jedzenia w atmosferze radości, wspólnoty, nie w nadmiarze.
- Jeśli nasze podejście do słuchania w kościele jest lekceważące – będziemy lekceważyli słuchanie tego co komunikują nam bliscy, przyjaciele, rozmówcy. Będziemy lekceważący wobec potrzeb innych, czytania Słowa, słuchania Jego woli na co dzień.
- Jeśli nie wyznajemy w szczerości grzechów podczas nabożeństwa – będzie nam trudniej wyznawać grzechy na codzień.
- Jeśli nie przynosimy Bogu tego co Jemu się należy - dziesięciny – nie oczekujmy Bożego błogosławieństwa w sferze finansowej. Będziemy także lekceważyli Boże pouczenia dotyczące finansowych priorytetów w innych dziedzinach.
- Jeśli podczas nabożeństwa nie angażujemy się w śpiew będzie nam brakowało gorliwości, radości na co dzień. Będziemy bardziej obserwatorami niż uczestnikami.
- Jeśli nie dbamy o punktualność w niedzielny poranek – będziemy mieli bałagan po względem organizacji czasu w innych sferach.
Nabożeństwo ustanawia schemat naszego zachowania na co dzień. Tu mamy się uczyć właściwego postępowania. Poprzez właściwy kult Bóg w Biblii dokonywał wielkich rzeczy w życiu Jego Ludu (śpiew i uwielbienie wznoszone przez Jehoszafata i jego poddanych, Dawid wypędzający złego ducha od Saula poprzez muzykę, zburzenie murów Jerycha, wzniesione ręce Mojżesza podczas bitwy itp.). Zwycięstwo nad narodami, nad grzechem w naszym życiu i niebiblijnymi schematami w nim rozpoczyna się od postawienia właściwych schematów oraz gorliwego uczestnictwa w nabożeństwie.
- Jeśli nasze podejście do wspólnego posiłku w kościele jest lekceważące – nie będziemy doceniali znaczenia wspólnych posiłków z bliskimi. Tu uczymy się właściwego jedzenia w atmosferze radości, wspólnoty, nie w nadmiarze.
- Jeśli nasze podejście do słuchania w kościele jest lekceważące – będziemy lekceważyli słuchanie tego co komunikują nam bliscy, przyjaciele, rozmówcy. Będziemy lekceważący wobec potrzeb innych, czytania Słowa, słuchania Jego woli na co dzień.
- Jeśli nie wyznajemy w szczerości grzechów podczas nabożeństwa – będzie nam trudniej wyznawać grzechy na codzień.
- Jeśli nie przynosimy Bogu tego co Jemu się należy - dziesięciny – nie oczekujmy Bożego błogosławieństwa w sferze finansowej. Będziemy także lekceważyli Boże pouczenia dotyczące finansowych priorytetów w innych dziedzinach.
- Jeśli podczas nabożeństwa nie angażujemy się w śpiew będzie nam brakowało gorliwości, radości na co dzień. Będziemy bardziej obserwatorami niż uczestnikami.
- Jeśli nie dbamy o punktualność w niedzielny poranek – będziemy mieli bałagan po względem organizacji czasu w innych sferach.
Nabożeństwo ustanawia schemat naszego zachowania na co dzień. Tu mamy się uczyć właściwego postępowania. Poprzez właściwy kult Bóg w Biblii dokonywał wielkich rzeczy w życiu Jego Ludu (śpiew i uwielbienie wznoszone przez Jehoszafata i jego poddanych, Dawid wypędzający złego ducha od Saula poprzez muzykę, zburzenie murów Jerycha, wzniesione ręce Mojżesza podczas bitwy itp.). Zwycięstwo nad narodami, nad grzechem w naszym życiu i niebiblijnymi schematami w nim rozpoczyna się od postawienia właściwych schematów oraz gorliwego uczestnictwa w nabożeństwie.
wtorek, 14 lutego 2012
Wybieranie żony - Douglas Wilson
W jaki sposób młody mężczyzna powinien poszukiwać żony? Jakimi kryteriami się kierować? Na początek kilka wskazówek, czego nie należy czynić. Nie rozdawaj kserokopii tego artykułu na uczelni ani na spotkaniu kościelnej grupy studenckiej, głośno przy tym oznajmiając, że jesteś gotów do stanu małżeńskiego i że gorąco się o to modlisz. Takie zachowanie może zaintrygować młode kobiety, które chcą wyjść za mąż, ale nie koniecznie za gbura.
W naszych rozważaniach powinniśmy przyjąć pewne założenia. Chrześcijanin nie powinien nawet brać pod uwagę poślubienie kobiety, która nie jest chrześcijanką. „Nie chodźcie w obcym jarzmie z niewiernymi; bo co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością, albo jakaż społeczność między światłością a ciemnością?” (2 Kor 6,14). (...) Wszelkie rozważania na temat tej czy tamtej kobiety muszą zostać poprzedzone głębokim postanowieniem, że ożeni się tylko w obrębie granic wyznaczonych przez Boże prawo.
Poza tym, mówiąc o szukaniu żony, wkraczamy w dziedzinę mądrości; zadanie wymaga dokonywania ważnych osądów. Jednak kryteria, które przyjmujemy, nie są poukładane w porządku hierarchicznym; są to po prostu względy, które młody człowiek powinien mieć na uwadze.
Chociaż młody mężczyzna opuszcza ojca i matkę po to, aby wziąć żonę (1Mj 2,24), powinien liczyć się z radami i aprobatą swoich rodziców (28,6-9). Jeśli jest zawzięty i nie chce słuchać rad, prawdopodobnie będzie tego później żałował. Lubimy udawać, że młodych stać jest na mądrość, zwłaszcza w sprawach sercowych. Biblia uczy jednak, by szukać mądrości gdzie indziej. Obcowanie mężczyzny z kobietą nie koniecznie jest jasne i oczywiste (Prz 30,18-19).
W naszych rozważaniach powinniśmy przyjąć pewne założenia. Chrześcijanin nie powinien nawet brać pod uwagę poślubienie kobiety, która nie jest chrześcijanką. „Nie chodźcie w obcym jarzmie z niewiernymi; bo co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością, albo jakaż społeczność między światłością a ciemnością?” (2 Kor 6,14). (...) Wszelkie rozważania na temat tej czy tamtej kobiety muszą zostać poprzedzone głębokim postanowieniem, że ożeni się tylko w obrębie granic wyznaczonych przez Boże prawo.
Poza tym, mówiąc o szukaniu żony, wkraczamy w dziedzinę mądrości; zadanie wymaga dokonywania ważnych osądów. Jednak kryteria, które przyjmujemy, nie są poukładane w porządku hierarchicznym; są to po prostu względy, które młody człowiek powinien mieć na uwadze.
Chociaż młody mężczyzna opuszcza ojca i matkę po to, aby wziąć żonę (1Mj 2,24), powinien liczyć się z radami i aprobatą swoich rodziców (28,6-9). Jeśli jest zawzięty i nie chce słuchać rad, prawdopodobnie będzie tego później żałował. Lubimy udawać, że młodych stać jest na mądrość, zwłaszcza w sprawach sercowych. Biblia uczy jednak, by szukać mądrości gdzie indziej. Obcowanie mężczyzny z kobietą nie koniecznie jest jasne i oczywiste (Prz 30,18-19).
Wybieranie męża - Nancy Wilson
Kiedy młoda kobieta zbliża się do wieku, w którym może wyjść za maż, dobrą i roztropną rzeczą jest zastanowienie się nad następującymi cechami przyszłego małżonka. Nie wystarczy bowiem, że kandydat jest chrześcijaninem o normalnej temperaturze ciała. Idealnie jest, jeśli córka może odnaleźć dobry model męża w ojcu, niestety czasami z rożnych przyczyn tak się nie dzieje. Na szczęście Słowo Boże dostarcza wskazówek również w tej kwestii. Myślę, że jest kilka pytań, które warto sobie zadać, szukając męża.
Czy szanujesz go? Pismo przypisuje żonom dwa podstawowe zadania: szacunek i poddanie (Ef 5,22-24.33; Kol 3,18). Te obowiązki są oczywiście połączone ze sobą, ponieważ kobieta, która szanuje męża, odnajdzie radość i bezpieczeństwo w poddaniu się mu. Tam, gdzie brak szacunku, poddanie staje się pozbawionym radości obowiązkiem najeżonym napięciem, choć mimo to nadal wymaganym. Po pierwsze więc dowiedz się, czym jest szacunek i jak wygląda. Czy podziwiasz go? Czy ufasz mu, że podejmie pobożne decyzje, którym będziesz mogła się poddać? Czy jest on poddany Słowu Bożemu? Czy okazuje szacunek władzom zwierzchnim? Czy jego charakter nie pozwoli mu na kompromis ani ugięcie się pod naciskiem? Jednym słowem, jakim jest chrześcijaninem? Czy szanujesz go bardziej niż kogokolwiek innego kogo znasz? Czy będziesz w stanie szanować go i zdać się na niego na całe życie? Czy też są to sfery, których się obawiasz i masz nadzieję, że może później uda ci się je naprawić? Nie wychodź za mąż za mężczyznę, którego traktujesz jako projekt, zakładając, że po ślubie ukształtujesz go wedle własnych oczekiwań. Czy pozwalasz mu się prowadzić, czy też ty stale przejmujesz inicjatywę? Jeśli masz wątpliwości co do tych rzeczy, to zatrzymaj się i poczekaj na kogoś innego.
Czy szanujesz go? Pismo przypisuje żonom dwa podstawowe zadania: szacunek i poddanie (Ef 5,22-24.33; Kol 3,18). Te obowiązki są oczywiście połączone ze sobą, ponieważ kobieta, która szanuje męża, odnajdzie radość i bezpieczeństwo w poddaniu się mu. Tam, gdzie brak szacunku, poddanie staje się pozbawionym radości obowiązkiem najeżonym napięciem, choć mimo to nadal wymaganym. Po pierwsze więc dowiedz się, czym jest szacunek i jak wygląda. Czy podziwiasz go? Czy ufasz mu, że podejmie pobożne decyzje, którym będziesz mogła się poddać? Czy jest on poddany Słowu Bożemu? Czy okazuje szacunek władzom zwierzchnim? Czy jego charakter nie pozwoli mu na kompromis ani ugięcie się pod naciskiem? Jednym słowem, jakim jest chrześcijaninem? Czy szanujesz go bardziej niż kogokolwiek innego kogo znasz? Czy będziesz w stanie szanować go i zdać się na niego na całe życie? Czy też są to sfery, których się obawiasz i masz nadzieję, że może później uda ci się je naprawić? Nie wychodź za mąż za mężczyznę, którego traktujesz jako projekt, zakładając, że po ślubie ukształtujesz go wedle własnych oczekiwań. Czy pozwalasz mu się prowadzić, czy też ty stale przejmujesz inicjatywę? Jeśli masz wątpliwości co do tych rzeczy, to zatrzymaj się i poczekaj na kogoś innego.
poniedziałek, 13 lutego 2012
Wszystko zaczyna się w niedzielny poranek
W życiu chrześcijanina wszelkie schematy codzienności rozpoczynają się od zachowania w niedzielny poranek, pierwszego dnia tygodnia. To dotyczy takich spraw jak wyznawanie grzechów innym, uważne słuchanie, zaangażowana modlitwa, wspólnota, wspólne jedzenie i picie, podejście do pieniędzy, muzyki, punktualności itp.
Nabożeństwo wyznacza rytm i kierunek całego tygodnia. Niedbała liturgia produkuje jałowych wyznawców i zamienia spotkanie "Z" Bogiem na spotkanie "O" Bogu. Nie możesz być na co dzień lepszym chrześcijaninem niż jesteś w niedzielny poranek.
Nabożeństwo wyznacza rytm i kierunek całego tygodnia. Niedbała liturgia produkuje jałowych wyznawców i zamienia spotkanie "Z" Bogiem na spotkanie "O" Bogu. Nie możesz być na co dzień lepszym chrześcijaninem niż jesteś w niedzielny poranek.
Różnica między wolą zarządzającą i objawioną
"Czym jest Boża wola? Tradycyjna teologia nucza o Bożej woli na dwa różne, choć powiązane ze sobą sposoby.
Po pierwsze, można mówić o czymś takim jak "ukryta wola Boża", znana tez jako "wola zarządzająca". To zasada kierująca Jego dziełami stworzenia (Objawienie 4:11), opatrzności (Daniela 4:32) i łaski (Rzymian 9:15). Po drugie mówi się o Jego "objawionej woli", albo Jego "woli nakazującej'. Oczywiście to nie dwie różne wole, ale dwa aspekty tej samej woli Bożej.
A. W. Pink tak to wyjaśnia: Boża wola więc jako sam zwrot może wyrażać albo to, co Bóg zamierzył. albo to co nakazał czynić. W pierwszym znaczeniu ona zawsze jest, zawsze była i zawsze będzie realizowana na ziemi jak i w niebie gdyż żadne ludzkie działania ani piekielna siła nie są w stanie jej przeszkodzić.
Tekst, który rozpatrujemy (tzn. Modlitwa Pańska) zawiera modlitwę, która jest prośbą o to, byśmy mogli trwać w zupełniej harmonii z objawioną wolą Bożą. Boża wola objawiona lub nakazująca stanowi wytyczną dla naszych działań. Bóg oznajmił ją w Piśmie Świętym i w niej ma upodobanie
Ukryta lub zarządzająca wola Boża zawsze w równej mierze dzieje się na ziemi i w niebie, ponieważ nikt nie może jej udaremnić czy nawet jej przeszkodzić. Równie oczywiste jest to, że objawiona wola Boża zostaje pogwałcona za każdym razem, gdy nie okazuje się posłuszeństwa Jego nakazom.
To rozróżnienie widać wyraźnie gdy Mojżesz mówi do Izraela "To co jest zakryte należy do Pana, Boga naszego, a to co jest jawne do nas i do naszych synów po wieczne czasy, abyśmy wypełniali wszystkie słowa tego zakonu (5 Mj 29:28).
Dlatego więc bez wątpienia Chrystus uczy nas, że to o co mamy się modlić w Modlitwie Pańskiej, dotyczy objawionej woli. Mamy modlić się o rzeczy zgodne z Pismem Świętym, które są słuszne i właściwe, i które przynoszą Mu chwałę.
Dziecko nie będzie zważało na to żądanie i będzie wymyślało przeróżne prośby. Kiedy jedno z naszych dzieci miało trzy latka, kilkoro przyjaciół przyszło do nas na spotkanie modlitewne. Nie chcąc pozostać z boku malec gorliwie modlił się o to by Bóg dał ludziom na całym świecie nowe ślizgawki do zabawy.
Nie potrzeba wspominać, że pewien mały chłopczyk ze zboru wkrótce otrzymał jedną. Kiedy kiedy podrósł, musiał się nauczyć, jak każdy z nas, że szlachetne serce czy głębokie pragnienie nie wystarczą w decydowaniu, o co się modlić. To znajomość objawionej woli Boga ma kierować naszymi modlitwami. Każdego dnia mamy modlić się o to, by rzeczy, których Bóg żąda w Swoim Słowie, działy się na ziemi"
Douglas F. Kelly, Skoro Bóg wie, to po co się modlić, Reformacja w Polsce, Wrocław 2004, s. 48-49
Po pierwsze, można mówić o czymś takim jak "ukryta wola Boża", znana tez jako "wola zarządzająca". To zasada kierująca Jego dziełami stworzenia (Objawienie 4:11), opatrzności (Daniela 4:32) i łaski (Rzymian 9:15). Po drugie mówi się o Jego "objawionej woli", albo Jego "woli nakazującej'. Oczywiście to nie dwie różne wole, ale dwa aspekty tej samej woli Bożej.
A. W. Pink tak to wyjaśnia: Boża wola więc jako sam zwrot może wyrażać albo to, co Bóg zamierzył. albo to co nakazał czynić. W pierwszym znaczeniu ona zawsze jest, zawsze była i zawsze będzie realizowana na ziemi jak i w niebie gdyż żadne ludzkie działania ani piekielna siła nie są w stanie jej przeszkodzić.
Tekst, który rozpatrujemy (tzn. Modlitwa Pańska) zawiera modlitwę, która jest prośbą o to, byśmy mogli trwać w zupełniej harmonii z objawioną wolą Bożą. Boża wola objawiona lub nakazująca stanowi wytyczną dla naszych działań. Bóg oznajmił ją w Piśmie Świętym i w niej ma upodobanie
Ukryta lub zarządzająca wola Boża zawsze w równej mierze dzieje się na ziemi i w niebie, ponieważ nikt nie może jej udaremnić czy nawet jej przeszkodzić. Równie oczywiste jest to, że objawiona wola Boża zostaje pogwałcona za każdym razem, gdy nie okazuje się posłuszeństwa Jego nakazom.
To rozróżnienie widać wyraźnie gdy Mojżesz mówi do Izraela "To co jest zakryte należy do Pana, Boga naszego, a to co jest jawne do nas i do naszych synów po wieczne czasy, abyśmy wypełniali wszystkie słowa tego zakonu (5 Mj 29:28).
Dlatego więc bez wątpienia Chrystus uczy nas, że to o co mamy się modlić w Modlitwie Pańskiej, dotyczy objawionej woli. Mamy modlić się o rzeczy zgodne z Pismem Świętym, które są słuszne i właściwe, i które przynoszą Mu chwałę.
Dziecko nie będzie zważało na to żądanie i będzie wymyślało przeróżne prośby. Kiedy jedno z naszych dzieci miało trzy latka, kilkoro przyjaciół przyszło do nas na spotkanie modlitewne. Nie chcąc pozostać z boku malec gorliwie modlił się o to by Bóg dał ludziom na całym świecie nowe ślizgawki do zabawy.
Nie potrzeba wspominać, że pewien mały chłopczyk ze zboru wkrótce otrzymał jedną. Kiedy kiedy podrósł, musiał się nauczyć, jak każdy z nas, że szlachetne serce czy głębokie pragnienie nie wystarczą w decydowaniu, o co się modlić. To znajomość objawionej woli Boga ma kierować naszymi modlitwami. Każdego dnia mamy modlić się o to, by rzeczy, których Bóg żąda w Swoim Słowie, działy się na ziemi"
Douglas F. Kelly, Skoro Bóg wie, to po co się modlić, Reformacja w Polsce, Wrocław 2004, s. 48-49
sobota, 11 lutego 2012
Nie przynośmy Bogu "ochłapów"
Biblijna doktryna o powszechnym kapłaństwie oznacza nie tylko to, że każdy z nas ma bezpośredni dostęp do Boga przez Chrystusa, bez udziału ludzkich pośredników. Oznacza również, że kapłan nie zostaje w domu gdy jest nabożeństwo. Kapłan podczas nabożeństwa przynosi ofiarę z siebie samego. Twoją ofiarą... jesteś ty, twoje ciało, to co robisz w niedzielny poranek (Rzymian 12:1).
Zastanów się więc: czy twoja ofiara dociera do Boga? Czy przynosisz Jemu to co najlepsze: swój najlepszy śpiew, swoje najlepsze zaangażowanie w liturgię, w modlitwę, najlepsze owoce swoich rąk czy też przynosisz Bogu resztki, które ci zbywają: resztki sił pozostawione po zakończonym tygodniu, resztki uwagi po niedospaniu, mruczanki, szeptanki i rozkojarzenie? Czy jesteś kapłanem, który bierze zwierzę, odcina kawałek nerki i rzuca na ołtarz ze słowami: "eee powinno w zasadzie wystarczyć" ? Naprawdę sądzimy, że w czymś takim Bóg miałby upodobanie?
Przychodząc na nabożeństwo nie tylko przychodzimy by brać. To oczywiście pierwszy cel: chcemy być posileni wyznając w ten sposób, że nie jesteśmy samowystarczalni, niezależni. Potrzebujemy Bożego umocnienia i jesteśmy od Niego zależni w każdej chwili. Jednak kiedy Bóg nas posila, błogosławi, umacnia – nie możemy pozostać bierni. Dlatego nabożeństwo ma charakter dialogu. Bóg mówi, my odpowiadamy. Jeśli naszą odpowiedzią na Boże Słowo, sakramenty, zapewnienie o przebaczeniu jest milczenie, szeptanie, mruczenie, bierność to oznacza, że śpimy w swojej wierze. Obudź się!
Polityczna poprawność nie jest śmieszna
"Gdzie te wszystkie rzeczy, o których słyszeliście dziś rano - wiktymologiczny feminizm, ruch praw gejów, wymyślone statystyki, poprawianie historii, kłamstwa, żądania, cała ta reszta - skąd to się wywodzi? Po raz pierwszy w naszej historii Amerykanie trwożą się przed tym co powiedzą, co napiszą i co pomyślą. Boją się, że mogą użyć niewłaściwego słowa, słowa osądzonego jako obraźliwe, lub niewrażliwe, lub rasistowskie, seksistowskie, czy homofobiczne.
My widzieliśmy takie rzeczy, zwłaszcza w naszym XX wieku, w innych krajach. I zawsze podchodziliśmy do tego z mieszanką litości i, prawdę mówiąc, rozbawienia, ponieważ uderzało nas to jako bardzo dziwne, że ludzie mogliby pozwolić na rozwinięcie się sytuacji, w której baliby się jakich używają słów. Ale my mamy teraz taką sytuacje w naszym kraju. Mamy ją przede wszystkim na uniwersyteckich kampusach, ale to już się rozprzestrzenia na całe społeczeństwo. Skąd to się bierze? Co to jest?
Nazywamy to "poprawnością polityczną". Nazwa powstała jako swego rodzaju żart, dosłownie dowcip komiksowy, i my ciągle mamy tendencję traktować tę rzecz jako niezupełnie poważną. W rzeczywistości jest ona śmiertelnie poważna. Jest ona wielką chorobą naszego stulecia, chorobą, która kosztowała życie dziesiątków milionów w Europie, Rosji, Chinach, faktycznie w całym świecie. Jest to choroba ideologii. Polityczna poprawność nie jest śmieszna. Polityczna poprawność jest śmiertelnie poważna".
fr. art. William Lind - Jak powstawała polityczna poprawność
My widzieliśmy takie rzeczy, zwłaszcza w naszym XX wieku, w innych krajach. I zawsze podchodziliśmy do tego z mieszanką litości i, prawdę mówiąc, rozbawienia, ponieważ uderzało nas to jako bardzo dziwne, że ludzie mogliby pozwolić na rozwinięcie się sytuacji, w której baliby się jakich używają słów. Ale my mamy teraz taką sytuacje w naszym kraju. Mamy ją przede wszystkim na uniwersyteckich kampusach, ale to już się rozprzestrzenia na całe społeczeństwo. Skąd to się bierze? Co to jest?
Nazywamy to "poprawnością polityczną". Nazwa powstała jako swego rodzaju żart, dosłownie dowcip komiksowy, i my ciągle mamy tendencję traktować tę rzecz jako niezupełnie poważną. W rzeczywistości jest ona śmiertelnie poważna. Jest ona wielką chorobą naszego stulecia, chorobą, która kosztowała życie dziesiątków milionów w Europie, Rosji, Chinach, faktycznie w całym świecie. Jest to choroba ideologii. Polityczna poprawność nie jest śmieszna. Polityczna poprawność jest śmiertelnie poważna".
fr. art. William Lind - Jak powstawała polityczna poprawność
piątek, 10 lutego 2012
Siekiera narzędziem ewangelizacji
Potop jest wydarzeniem, które jest znane całej ludzkości. W każdej kulturze znane są opowieści o wielkiej wodzie pokrywającej całą ziemię. Antropolodzy znajdują o niej wzmianki w każdej kulturze: od Grecji po Chiny, od Babilończyków po Indian Ameryki Północnej. Podobnie geolodzy mówią o śladach ogromnych powodzi. Noe wierzył w nadejście potopu mimo iż nikt nie widział wcześniej deszczu. Budował łódź przez 120 lat. Dla ówczesnego świata było to bardzo dziwne zachowanie – jak można budować swoje życie, planować przyszłość na podstawie tego czego nie można zobaczyć?! Noe poświęcił temu dużą część życia.
Życie w wierze u Noego oznaczało rąbanie drewna, noszenie go i budowanie Arki (Hbr 11:7). To było jego wyznanie wiary. Gdy ówczesnych ludzi budził dźwięk siekiery uderzanej w drzewo – słyszeli tym samym bardzo dobitne przesłanie: „Sąd nadchodzi. Nawróćcie się. Potop jest realny”. Narzędziem, poprzez które wyznawał wiarę była... siekiera.
Każdy z nas składa codziennie wyznanie wiary. Niekoniecznie poprzez usta, tak jak robimy to podczas nabożeństwa. Robimy to poprzez naszą pracę, zachowanie w domu, w sklepie, u sąsiada, podejście do kryzysów, pieniędzy. Świadectwem, narzędziem twojej wiary jest nóż jeśli jesteś kucharzem, samochód jeśli jesteś kierowcą, nożyczki jeśli jesteś fryzjerem, komputer jeśli jesteś grafikiem lub informatykiem, wygląd twojego domu, wartości, które przekazujesz (lub nie przekazujesz) dzieciom itp. To są nasze "kazalnice", poprzez które składamy świadectwo o Chrystusie i naszej wierze.
Noe budował Arkę wg projektu Boga. To pozwoliło mu ocalić życie. Każdy z nas powinien budować swoje życie wg projektu Stwórcy – małżeństwo, wychowanie dzieci, finansowe priorytety, sposób spędzania wolnego czasu. To wszystko jest naszym wyznaniem wiary.
Życie w wierze u Noego oznaczało rąbanie drewna, noszenie go i budowanie Arki (Hbr 11:7). To było jego wyznanie wiary. Gdy ówczesnych ludzi budził dźwięk siekiery uderzanej w drzewo – słyszeli tym samym bardzo dobitne przesłanie: „Sąd nadchodzi. Nawróćcie się. Potop jest realny”. Narzędziem, poprzez które wyznawał wiarę była... siekiera.
Każdy z nas składa codziennie wyznanie wiary. Niekoniecznie poprzez usta, tak jak robimy to podczas nabożeństwa. Robimy to poprzez naszą pracę, zachowanie w domu, w sklepie, u sąsiada, podejście do kryzysów, pieniędzy. Świadectwem, narzędziem twojej wiary jest nóż jeśli jesteś kucharzem, samochód jeśli jesteś kierowcą, nożyczki jeśli jesteś fryzjerem, komputer jeśli jesteś grafikiem lub informatykiem, wygląd twojego domu, wartości, które przekazujesz (lub nie przekazujesz) dzieciom itp. To są nasze "kazalnice", poprzez które składamy świadectwo o Chrystusie i naszej wierze.
Noe budował Arkę wg projektu Boga. To pozwoliło mu ocalić życie. Każdy z nas powinien budować swoje życie wg projektu Stwórcy – małżeństwo, wychowanie dzieci, finansowe priorytety, sposób spędzania wolnego czasu. To wszystko jest naszym wyznaniem wiary.
Sama etyka nie wystarczy
Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu; kto bowiem przystępuje do Boga, musi uwierzyć, że On istnieje i że nagradza tych, którzy go szukają - List do Hebrajczyków 11:6
Bóg nie może być właściwie uczczony przez człowieka poza wiarą. Każdy kto chce przyjść do Boga licząc na Jego przychylność musi uwierzyć, że On istnieje i że jest dobry. Każdy kto przychodzi dziś do Boga w ten sposób przychodzi do Niego tak, jak nasi starożytni ojcowie, bohaterowie wiary. Przystępując do Boga w ten sposób wstępujemy w ślady Abla, Henocha, Noego, Abrahama, Rachab, Samsona, Samuela, Dawida... Możemy robić tysiące dobrych rzeczy, ale jeśli są one pozbawione właściwej motywacji, czynione poza kontekstem wiary - nie zyskają Bożej przychylności. Zatem... uwierz w Jezusa Chrystusa.
Bóg nie może być właściwie uczczony przez człowieka poza wiarą. Każdy kto chce przyjść do Boga licząc na Jego przychylność musi uwierzyć, że On istnieje i że jest dobry. Każdy kto przychodzi dziś do Boga w ten sposób przychodzi do Niego tak, jak nasi starożytni ojcowie, bohaterowie wiary. Przystępując do Boga w ten sposób wstępujemy w ślady Abla, Henocha, Noego, Abrahama, Rachab, Samsona, Samuela, Dawida... Możemy robić tysiące dobrych rzeczy, ale jeśli są one pozbawione właściwej motywacji, czynione poza kontekstem wiary - nie zyskają Bożej przychylności. Zatem... uwierz w Jezusa Chrystusa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




